Narodziny :)   28 września 2010

kategoria: { Reportaż } { Rodzinnie }

Cud życia. Cud narodzin. Data 28.09.2010, godzina 3:15, wtorek, oraz cyferki 3120g i 56cm, zostały wyryte już na zawsze w naszej pamięci, bo tego dnia przyszła na świat nasza córeczka.

 

Ból skurczów porodowych żony i moja bezsilność, stojącego przy niej na sali porodowej. Strach, pomieszany z ogromnymi, pozytywnymi emocjami, że oto lada moment będzie już z nami maleństwo, oraz łzy wzruszenia, gdy tylko główka porośnięta ciemnymi włoskami zaczęła się ukazywać światu. I oto jest! Mała bezbronna istotka, popłakująca i kwiląca po cichutku.

Ktoś, kto był przy porodzie rodzinnym, kto przecinał pępowinę, a tym samym raz na zawsze „odłaczył” dzieciatko od mamy, wie o czym mówię. Ktoś, kto nie miał z nim do czynienia, nie jest nawet w stanie sobie tego wszystkiego wyobrazić. Małe serduszko tłoczące krew, płuca dostarczające tlen, drobniutkie rączki i nóżki wijące się nerwowo, mózg zawiadujący tym wszystkim. Prawdziwy cud, bo nawet gdyby człowiek, dzięki super szybkim komputerom, robotom i najnowszej technologii, sam chciał sobie to wszystko poukładać według swojego scenariusza, to nie był by w stanie tak idealnie ze sobą tego zgrać.

Od dnia poczęcia, poprzez rozwijanie zarodka, aż do narodzin, śledząc na monitorze USG to co dzieje się w brzuchu żony, można stwierdzić, że natura z Boskim udziałem, potrafią zdziałać cuda. Bo jak inaczej nazwać te 9 miesięcy ciąży? Oglądnij Tajemnice okrągłego brzuszka, a może wtedy lepiej zrozumiesz o czym mówię. Patrząc również na to, ile z siebie w poród musi włożyć kobieta, dziękuje mojej kochanej żonie, że tak dzielnie ten poród zniosła i udało się urodzić siłami natury. Po tym doświadczeniu, całkiem realnie stwierdzam, że każda kobieta rodząca, przy wyjściu ze szpitala powinna dostawać złoty medal, za wytrzymałość i dzielne znoszenie bólu. Sam, wiele razy ścigałem sie w zawodach rowerowych, naprawdę dużo chodziłem po górach w przeróżnych warunkach pogodowych, kilka lat temu przebieglem maraton (42km) i wydawalo mi sie to naprawde szalonym wysilkiem, ale teraz wiem, ze przy porodzie, to wszystko, łacznie z maratonem to tzw. „pikuś”. Dlaczego tak twierdzę? Bo nawet po maratonie, gdy przez kilka tygodni później bolały mnie kolana, nie musiałem tak długo przychodzić do siebie, jak kobieta musi przychodzic w połogu. Bo nawet po maratonie, nie miałem popękanych naczynek krwionosnych na twarzy. Bo nawet po maratonie, białka w moich oczach były białe, a nie czerwone od parcia, jak u większosci kobiet po porodzie. Wiec teraz, gdy skończysz czytac ten tekst, idź i podziękuj swojej mamie za to, ze Cię urodziła, bo uwierz mi, kosztowało ją to wiele wysiłku. Tak wiele, że prawdopodobnie my, faceci, nie jestesmy w stanie sobie tego wyobrazić. Teraz przynajmniej już wiem, że poród, nie ma kompletnie nic wspólnego w rzeczywistości, z tym co pokazują amerykańskie seriale, lansujące zazwyczaj znane słowa: „przyj kochanie, przyj”…

Teraz przed nami wielkie wyzwanie. Wcześniej o tym nie myślałem w ten sposób, ale dopiero, gdy żona była w ciąży, zdałem sobie sprawę, że wychowanie dziecka we współczesnym świecie, to prawdziwe i przeogromne wyzwanie, bo jeszcze chyba nigdy na świecie nie było aż tylu możliwości potknięcia. Nie twierdzę, ze dawniej żyło się łatwiej, bo praca na roli, brak bieżącej wody, siermiężne warunki, to nie jest coś, co sprzyjało wychowaniu dziecka. Ale w tej chwili, w czasach konsumpcjonizmu i marketingowego bełkotu mam wrażenie, że poprzeczka dobrego wychowania została podniesiona wyżej. Możesz starać się wpajać dziecku zasady moralne i etyczne, według których powinno się kierować w życiu, a ono, i tak może zmienić kurs o 180′, trafiając później na środowisko, w którym nikt nikomu o takich zasadach nigdy nie mówił. Do tego telewizja, w której filmy, oraz o zgrozo bajki dla dzieci, w których się zabija, to norma (tęsknie za czasami, gdy w wieczorynce wyświetlany był co najwyżej Miś Uszatek, Bolek i Lolek, a szczytem okrucieństwa, był zły Gargamel ze Smerfów). Internet, który na co dzień może być bardzo pomocny, ale podobnie tak jak każdy kij, ma dwa końce i może być też źródłem wszystkiego co najgorsze.

Bądźmy jednak dobrej myśli. Będzie dobrze! Witaj na Ziemi Anielko!!!

Cieszę się, ze właśnie w tym szczególnym dniu, wraz z narodzinami mojej córki, rodzi się moja strona www. Znajdziecie tutaj wykonywane przeze mnie zdjęcia, przemyślenia i inne rzeczy związane z fotografią i nie tylko, które siedzą w mojej głowie. Zapraszam do odwiedzin.